starałam się poruszyć temat, niestety nie widziałam, żeby przeszkadzało to większości rodziców. Na jednym z zebrań była pani od stołówki, na pytanie czy nie ma lepszych podwieczorków odpowiadała, że ona wkłada w jedzenie całe serce i nauczyła dzieci jeść surówki. Argumenty nie docierały, więc się poddałam. Mój syn czasem dostaje od innych kolegów ich porcje z podwieczorku i potrafi mi znieść 3 batony ze szkoły. Na szczęście jest bardziej zbieraczem niż "zjadaczem". W klasie gdzie problemem są nadpobudliwe dzieci, dla mnie słodycze są pomyłką. Ale to moje zdanie.